Turecki Kurdystan, podróż w stylu dowolnym

Kilka dosłownie dni pozostało nam do pierwszego „poważnego” (czyt. dłuższego niż na weekend) wyjazdu turystycznego w tym roku. Jedziemy do krainy, której istnienie w Turcji się neguje i którą uważa się (nieco niezgodnie z prawdą) za tę niebezpieczną część kraju – do Kurdystanu.

0

Kilka dosłownie dni pozostało nam do pierwszego „poważnego” (czyt. dłuższego niż na weekend) wyjazdu turystycznego w tym roku. Jedziemy do krainy, której istnienie w Turcji się neguje i którą uważa się (nieco niezgodnie z prawdą) za tę niebezpieczną część kraju – do Kurdystanu.

Licznik pokazuje niewiele ponad 3 doby do wylotu na pierwszą w tym roku dłuższą podróż. Pierwszy raz zatem w historii tego bloga opiszemy nasze podróżnicze plany PRZED ich wdrożeniem w życie 🙂

Turcja zafascynowała nas… zanim do niej pierwszy raz pojechaliśmy w sierpniu ubiegłego roku. Z racji długiego, 32-dniowego wyjazdu (nadal jesteśmy w trakcie spisywania tekstów ze wszystkich odwiedzonych miejsc, choć na szczęście ten wątek jest już na ukończeniu) dość dużo przeczytaliśmy i w sieci i poza nią o Turcji, nie tylko o południowo-zachodniej jej części, w której byliśmy.

No i wchłonęło nas. Efekt jest taki, że zanim pojechaliśmy do Turcji po raz pierwszy, mieliśmy już kupione bilety na drugi wyjazd, który zmaterializuje się za trzy dni. Już w czerwcu skorzystaliśmy z promocji linii Pegasus, latającej m.in. z Berlina, i kupiliśmy sobie bilety lotnicze do tej dalszej, południowo-wschodniej części Turcji, z przesiadką w obie strony w Stambule.

Wieziemy w sobie cząstkę ryzyka, bo planowana trasa w dużej części wiedzie w niedalekiej odległości od granicy z Syrią, a co się tam dzieje – wie każdy. Ale po tureckiej stronie, poza nielicznymi incydentami, nic wielkiego nie zachodzi, więc raczej nie nastawiamy się na negatywne przygody.

Tą zimową eskapadą do Turcji zmieniamy dość stanowczo nasz styl podróżowania w kilku aspektach jednocześnie. Najłatwiej zauważyć czas – jedziemy zimą, a nie w czasie największych letnich upałów, co trochę zmienia logistyczne przygotowania do podróży (od dłuższego czasu zaopatrywaliśmy się w niezbędne części garderoby), szczególnie że podróż zaplanowana jest tak, że zaczniemy ją w temperaturach 15 stopni i lekko wyżej, a skończymy poniżej zera (mowa o temperaturach w szczycie dnia). Jedną wyprawę w czasie polskiej zimy już zaliczyliśmy co prawda, ale naprawdę ciężko jest nazwać tydzień pobytu w Rio de Janeiro na karnawale (tak, nie ma jeszcze opisu tej wyprawy na blogu, ale na pewno się pojawi) wyjazdem zimowym – w Rio w lutym 2012 r. było cały czas powyżej 30 stopni.

Turcja
Turcja

Jeszcze ważniejszą zmianą jest oczywista oczywistość – lecimy samolotem, więc nie będziemy mieli pod ręką swojego samochodu. A to oznacza kolejne zmiany – logistyczną (zmiana walizek na turystyczne plecaki, przestawienie się na oszczędne pakowanie – wszak wszystko będziemy nosić na własnych garbach, no i sam zakup plecaków – oczywiście też już za nami), oraz „planistyczną” – zakładamy transport publiczny jako środek przenoszenia i trzeba do tego odpowiednio dopasować trasę. Plan zakłada wynajem samochodu (w zasadzie wynajmu już dokonaliśmy przez sieć :-)) na jednym odcinku (Diyarbakir – Mardin – Midyat – Hasankeyf – Diyarbakir), na który założyliśmy sobie dwie doby. Wynajetymi samochodami objedziemy też tereny dookoła Antakyi, Sanliurfy i Van – o ile oczywiście uda się nam nasz plan wdrożyć w życie i poruszać się zgodnie z dzisiejszymi założeniami.

No i trzecia zmiana, dla nas wręcz rewolucyjna 🙂 Plan ogranicza się do: wyznaczenia optymalnej z punktu widzenia atrakcji turystycznych trasy oraz zarezerwowania pierwszego (bo przylatujemy przed północą i nie będziemy szukali na własną rękę) i ostatniego (międzylądowanie w Stambule) noclegu w Turcji. Reszty noclegów oraz przejazdów na prawie żadnej trasie – nie mamy zaplanowanych, będziemy się organizować na bieżąco.

Koniec końców – skręcamy od turystyki do podróżnictwa i w tym duchu „planujemy planować” dalsze eskapady. Dalszego skręcania (w stronę backpackingu) raczej nie planujemy. Wychodzimy z założenia, że styl podróżowania ma być adekwatny do jego celów i tego się trzymać będziemy.

Podsumowując – będzie fajnie 🙂 Nowy styl, więcej przygody, więcej interakcji z „lokalsami”, głębiej w lokalność a mniej oglądania świata przez szybę samochodu. Ale nadal z zamiarem jak najgłębszej eksploracji atrakcji turystycznych regionu jako celem nadrzędnym. No i ten walentynkowy poranek w azjatyckiej części Stambułu…. 🙂

Będzie największy turecki meczet w Adanie, kościół św.Piotra w Antakyi (Hatay), święty staw z karpiami w Urfie, Diyarbakir – stolica tureckiego Kurdystanu, ginące zabytkowe miasto Hasankeyf, widok na Ararat w Doğubayazıt i koty o dwukolorowych oczach w Van – przynajmniej taki jest plan 🙂 No i ta podobno „prawdziwa” Turcja, nie zblazowana pieniędzmi milionów turystów, nie-europejska i silnie tradycyjna. Dużo mniej turystyczny region w silnie mniej turystycznym okresie.

PS. Optymalną trasę macie na grafice. Lądujemy w Adanie, pokonujemy jakieś 1500 km i 8,5 dnia później odlatujemy z Van. W Stambule spędzamy 12 godzin i wracamy do „cywilizacji” (trzymać kciuki :-)).

Jak bardzo przydatny jest dla Ciebie ten artykuł?

Kliknij na odpowiednią gwiazdkę i oceń treść

Dotychczasowa średnia ocena / 5. Ilość opinii:

Jeśli nasz artykuł jest dla Ciebie przydatny...

podziel się nim ze znajomymi 🙂

Dodaj komentarz

Please Login to comment
  Subscribe  
Powiadom o