Komunikacja w Rio – metro, autobusy, taksówki i… internet

Poruszanie się po Rio de Janeiro przeciętnemu turyście z Polski może sprawiać nieco trudności przez specyfikę komunikacji miejskiej. Można poruszać się taksówkami, ale można sporo zaoszczędzić, poświęcając chwilę na orientację w tym, na pierwszy rzut oka, bałaganie.

0

Poruszanie się po Rio de Janeiro przeciętnemu turyście z Polski może sprawiać nieco trudności przez specyfikę komunikacji miejskiej. Można poruszać się taksówkami, ale można sporo zaoszczędzić, poświęcając chwilę na orientację w tym, na pierwszy rzut oka, bałaganie.

Karnawał w Rio 2012 (poprzedni wpis: Karnawał w Rio – jak to zorganizować ?). Planując spędzić w Rio de Janeiro tydzień, chcąc nie chcąc musieliśmy wsiąknąć w transport miejski – szkoda pieniędzy na szaleństwa taksówkami. Pamiętając o ostrzeżeniach w sieci – małe sumy pieniędzy w kieszeniach, paszporty w hotelu, można poruszać się w miarę bezstresowo po mieście, oczywiście starając się nie wyruszać w nieznane rejony, oddalone od turystycznych atrakcji – ale po co mielibyśmy tam jechać ?

OK, zaczniemy jednak od bezpieczeństwa. Wylecieliśmy do Rio mocno uwrażliwieni na tym punkcie – bo i szukając informacji o Rio de Janeiro, nie sposób uciec od wszechobecnych ostrzeżeń o kradzieżach i napadach rabunkowych. Nie wiemy, na ile te ostrzeżenia są wyolbrzymione – nam nic złego w Rio się nie stało. Aczkolwiek staraliśmy się pamiętać wszelkie znalezione w sieci porady i nie wyjeżdżać poza otoczenie atrakcji turystycznych, choć zdarzały się nam pomyłki i krótkie pobyty nawet do końca nie wiadomo gdzie 🙂

Rio de Janeiro, ulice miasta w okolicach plaży Ipanema
Rio de Janeiro, ulice miasta w okolicach plaży Ipanema

Rio jest stereotypem niebezpiecznego miasta. Wiadomo, ogromna aglomeracja, z dużym rozwarstwieniem majątkowym mieszkańców, od bogaczy po miliony ludzi mieszkające w biednych fawelach. A to sprzyjające warunki dla przestępczości – dodać do tego masy najeżdżających miasto co roku turystów, tłok w środkach komunikacji publicznej i czasem wręcz głupotę co niektórych i mamy środowisko, gdzie rzeczywiście można się złego spodziewać. Przede wszystkim – bezpiecznie (wg nas) można się poruszać po najbardziej turystycznych rejonach – centrum oraz okolicach Copacabany i Ipanemy, choć czytaliśmy i o chowaniu aparatu fotograficznego na Copacabanie.

W czasie karnawału nawet piwo w Rio przybiera specjalne barwy
W czasie karnawału nawet piwo w Rio przybiera specjalne barwy

Stosowaliśmy się z grubsza do rad z sieci: skserowaliśmy paszporty, oryginały zostawiając w pokojowym sejfie w hotelu (choć np. kantory w Rio do wymiany waluty wymagają przedstawienia paszportu). Doszyliśmy sobie wewnętrzne kieszonki w letnich spodenkach, których nie widać na zewnątrz, a w których bez problemu można było schować banknoty czy monety – pieniądze potrzebne przy poruszaniu się po mieście – tylko raz (i to przez nieuwagę) wyruszyliśmy na miasto z kompletnym portfelem (pieniądze, karty kredytowe itp.). Zabraliśmy ze sobą tańsze telefony komórkowe, które miały nam służyć na ulicach, ale po kilku dniach swobodnie poruszaliśmy się z iPhone’ami – choć nie wyjmowaliśmy ich na ulicach, ograniczając ich użycie (głównie do robienia zdjęć) do atrakcji turystycznych, z reguły płatnych, więc raczej nie odwiedzanych przez ludzi, którym mogłyby się „spodobać”. Poza tymi zamkniętymi biletowaniem atrakcjami nie obnosiliśmy się za bardzo z „dużym” aparatem – lustrzanką, robiąc zdjęcia dobrej jakości małym kompaktem, mniej rzucającym się w oczy. Z drogą biżuterią nie mieliśmy problemu – nie nosimy takowej na co dzień. Pamiętając o takich podstawach nie ma stresu o dobra doczesne, a to one ponoć są głównym wabikiem „zainteresowanych”.

Jak się kończy noszenie pieniędzy tak po prostu w kieszeni przekonałem się szybko podczas jednej z karnawałowych parad na ulicach Rio de Janeiro przy Copacabanie, gdy „wyparował” mi z kieszeni banknot 20 reali – drobne „na piwo”, wzięte z hotelu. Sprawcę za rękę złapałem, był dość nieudolny, ale na tyle sprawny, że w momencie złapania banknotu już nie miał, zdążył przekazać komuś dalej. Strata niewielka, 20 reali to jakieś 40 zł, a nauczka zapamiętana.

Generalnie za to złym pomysłem jest poruszanie się po Rio w nocy, pojedynczo czy w parze (generalnie – w małej grupie) – tego zdecydowanie nie polecam, tak jak i epatowania drogim sprzętem (telefon, aparat, biżuteria). Zauważalne było np. noszenie droższych telefonów przez dziewczyny w… biustonoszach. Tak, tak – a teraz wyobraźcie sobie taką sytuację – zatłoczone metro w Rio, zaczyna dzwonić telefon i obok Ciebie ładna dziewczyna zaczyna wyjmować komórkę spod bluzki i bielizny. Czysta abstrakcja 🙂 Ale nie w Rio.

Metro

Metro w Rio to ten środek transportu, który Europejczykom będzie najbardziej bliski, bo niczym się od standardowego metra nie różni. Ale choć to podobno największe metro w Brazylii, to jak na tak wielkie miasto niestety nie zapewnia możliwości dotarcia do wszystkich miejsc, nawet tych najbardziej turystycznych. Dzisiejsze metro w Rio ma dwie linie – linia 1 dojeżdża do Copacabany, a linią 2 dojechać można np. na Maracanę. Generalnie do poruszania się po mieście potrzebne są nam obie.

Rio de Janeiro, jedna ze stacji metra
Rio de Janeiro, jedna ze stacji metra

Można kupować pojedyncze bilety (podróż kończy się gdy wychodzimy ze stacji metra, przesiadanie się na inną linię wewnątrz stacji nie wymaga zakupu nowego biletu), ale znacznie wygodniej jest kupić w automacie kartę pre-paid (minimalne doładowanie to bodajże 10 BRL), którą potem również w automacie można swobodnie doładować w razie potrzeby. Przy kasach na stacjach metra często są ogromne kolejki, automat jest lepszym rozwiązaniem.

Mieszkaliśmy przy plaży Ipanema, leżącej (patrząc od strony centrum Rio) za Copacabaną, a na Copacabanie kończy się zasięg tradycyjnego miejskiego metra. Dalej można albo przejść kilka minut piechotą, albo w przypadku krańcowego zmęczenia po zwiedzaniu w lutowym upale, przesiąść się do czegoś, co nazywa się MetroRio Bus, czyli autobusów oznaczonych logiem metra, będących rozszerzeniem tego ostatniego. W autobusach tych obowiązują także bilety i karty pre-paid z metra, nie trzeba kupować osobnych biletów. Wystarczy „odbić” kartę w czytniku przy wejściu. Autobusy MetroRio Bus kursują z końcowej stacji metra („Ipanema”) po całej okolicy Ipanemy i Copacabany.

Wkrótce i ten problem (z dojazdem na długości Ipanemy) zniknie, z okazji zbliżających się Igrzysk Olimpijskich w Rio (2016), miasto funduje sobie właśnie rozbudowę metra – aż na koniec Ipanemy, a nawet dalej.

Autobusy miejskie

I tu zaczyna się prawdziwe rodeo dla „cywilizowanego” Europejczyka. Z tego, co wyczytałem, Rio de Janeiro posiada grubo ponad 800 różnych linii autobusowych. Ale to nie problem. W okolicach Copacabany i Ipanemy wszystkie ulice są jednokierunkowe, trzeba więc wiedzieć, z której ulicy w którą stronę pojechać. To jest banał, do ogarnięcia po jednym dniu.

Rio de Janeiro, autobus miejski przy Copacabanie
Rio de Janeiro, autobus miejski przy Copacabanie

Ciężka artyleria to kompletny brak rozkładów jazdy na autobusowych przystankach. I nie chodzi o czas przyjazdu autobusu – w końcu gdzie się nam śpieszy ? Nie ma w ogóle informacji… która linia gdzie jedzie 🙂 Są wyłącznie tabliczki z numerami linii, które na danym przystanku się zatrzymują. Tu cudownie przydał się darmowy internet w hotelu – trasy każdej linii oraz sposób dojazdu do dowolnego miejsca w Rio można sprawdzić przez internet (i to nawet po angielsku) – na tej stronie.

To nie koniec nowości, związanych z autobusami w Rio. Otóż wszystkie, ale to wszystkie autobusy zatrzymują się, nawet w ścisłym centrum, wyłącznie na żądanie – czyli możesz stać na przystanku do us….. śmierci, a dopóki nie machniesz ręką na autobus, to będziesz na nim stał. Utrudnienie – autobusów na jeden przystanek potrafi podjechać naraz nawet i dziesięć, jak stoją trzy, to następne jadą prawie niewidoczne kolejnym pasem, trzeba wyjść na ulicę by do nich machnąć – no ale to co już stoją zaczynają odjeżdżać… Zdarzało się nam łapać autobus na trzecim kolejnym pasie ulicy, na dwóch wcześniejszych już stały autobusy. Gdzie wysiąść ? Patrzeć po nazwach ulic, nazwach przystanków i trochę… na czuja.

Ale i to nie koniec nowego. „Obsługa” autobusu od strony pasażera niesie ze sobą więcej ciekawostek. Do autobusu miejskiego wsiada się ZAWSZE przednimi drzwiami, przesuwając się w jego wnętrzu do tyłu. W połowie autobusu zastanie nas… kołowrotek (jak na wejściu do metra), za którym siedzi regularny kasjer (z reguły raczej kasjerka), której należy zapłacić za przejazd – wyłącznie gotówką, nie ma tu żadnych kart miejskich, nie wspominając o jakimś elektronicznym sposobie płatności. Płacimy więc i przesuwamy się na tył autobusu – bo wysiada się tylnymi drzwiami – tym sposobem każdy MUSI w autobusie przejść przez kołowrotek i kasjera / biletera. Każdy autobus miejski w Rio ma więc dwuosobową obsługę.

Osobny akapit pt. „rodeo”, po przepisie na zatrzymanie autobusu na przystanku, należy się opisowi stylu jazdy kierowców miejskich autobusów. Radzimy dobrze się czegoś złapać, bo styl jazdy kierowców ogromniastych przecież autobusów w mieście najczęściej kojarzy nam się z takim znanym brazylijskim kierowcą – Felipe Massą – tylko że on jeździ w Formule 1. Przyśpieszenia, hamowania, gwałtowne ominięcia, gwałtowne ruszenia z jednoczesnym skrętem – normalka.

No i generalnie szczególnie w autobusach trzeba uważać na kieszonkowców. Autobusy to najpopularniejszy w Rio środek transportu, bardzo często zatłoczony. Złodzieje bardzo je lubią, szczególnie gdy w lecie lekko ubrani turyści upychają swe portfele po płytkich kieszeniach.

Lotnisko krajowe w Rio - Santos Dumont
Lotnisko krajowe w Rio – Santos Dumont

Taksówki

Wracamy znów do normalności. Taksówki w Rio niczym specjalnym się nie wyrózniają. Jest ich naprawdę masa i czasem ma się wrażenie, że jak się machnie ręką, to zatrzymają się ze trzy równocześnie. Nie są też drogie, nawet w porównaniu do polskich, i to pomimo tego, że taksówkarze w Rio nagminnie swoich turystycznych klientów oszukują – takie informacje można znaleźć w sieci i my je swoim doświadczeniem potwierdzamy. Wystarczy że usłyszą obcy język i już jedziemy na wyższej taryfie (np. nocnej zamiast dziennej – na wyświetlaczy parkometru powinna być taryfa „1”) i często wcale nie najkrótszą trasą. Zaliczyliśmy oba te przypadki w czasie jednego kursu – ale jak opieprzyć taksówkarza, jeżeli on nie zna ani słowa w języku innym niż portugalski…

Rio de Janeiro, jak każda duża aglomeracja, lubi się korkować
Rio de Janeiro, jak każda duża aglomeracja, lubi się korkować
Rio de Janeiro, ulice miasta
Rio de Janeiro, ulice miasta

Jeden z taksówkarzy, słysząc pod ogrodem zoologicznym w Rio od nas: „Metro Maracana” (rzut beretem z ZOO do stacji metra pod Maracaną), zawiózł nas pod jakąś halę targową w Sao Cristovao – bardzo nieciekawa okolica, szybko uciekaliśmy stamtąd inną taksówką. A w tej innej taksówce 5 minut trwało, zanim zrozumieliśmy na końcu kursu, że taksówkarz pyta o drobne, bo z grubszych nie ma wydać – nawet gestami nie potrafił wytłumaczyć, o co mu chodzi…

Osobna historia to taksówkarz, który wiózł nas na szczyt Corcovado – wzgórza na którym znajduje się słynny pomnik Chrystusa Odkupiciela w Rio. Trzeba wiedzieć, że na szczyt prowadzi bardzo kręta (zobaczcie na zdjęciu poniżej) droga. Taksówkarz zabrał nas we czworo (naszą dwójkę oraz parę Szwed-Brazylijczyk – dosłownie „parę”), po czym zawiózł nas… Ale jak zawiózł… Droga jak serpentyny w Bieszczadach, a człowiek jedną ręką pokazuje nam budynki przy drodze, a drugą trzyma kierownicę, wyprzedzając inne taksówki po drodze, na każdym zakręcie puszczając kierownicę, by zatrąbić i ostrzec tych jadących ewentualnie z przeciwka – bo wyprzedzał także na zakrętach, mających prawie 180 stopni… Wszystko to oczywiście na gazie, hamulce w użytku były raczej rzadko.

Tu widać krętą drogę na szczyt Corcovado pod pomnik Chrystusa
Tu widać krętą drogę na szczyt Corcovado pod pomnik Chrystusa

Efekt był taki, że para jadąca (jeden siedział obok kierowcy, drugi za nim) z nami skończyła kurs… trzymając się ze strachu za ręce. Pożartowaliśmy po drodze, że taksówkarz chyba nie używa hamulców, bo ich nie ma… Ot, folklor.

Internet

Na koniec nieco o internecie mobilnym w Rio. Udało się nam wprawdzie mieszkać w jednym z nielicznych hoteli przy Ipanemie i Copacabanie, który w cenie miał darmowe wifi (Mar Ipanema Hotel – naprawdę polecamy), ale i tak skażeni europejskim zwyczajem chodzenia po ulicach z internetem w telefonie, zapragnęliśmy zakupić brazylijskie karty pre-paid z paczką internetu na koncie.

I tu Brazylia jest specyficzna. Bo o ile z zakupem karty SIM, a nawet od razu doładowaniem jej w salonie operatora nie ma problemu, to już z jej uruchomieniem jest, i to spory. Ale wiedzieliśmy o tym już przed wyjazdem, więc byliśmy przygotowani. Tyle że problem okazał się głębszy. Od początku. Otóż, żeby uruchomić brazylijską kartę SIM w telefonie (nawet prepaidową), trzeba ją zarejestrować, dzwoniąc na specjalny numer – po drugiej stronie jest automat. Problem jednak w tym, że przy rejestracji trzeba podać numer CPF – taki brazylijski PESEL, dostępny jedynie dla tambylców i obcokrajowców, przebywających w Brazylii na dłużej. Na pierwszy rzut oka – klops.

Sprytne turyściaki podają na forach prosty przepis na obejście tego durnego ograniczenia. Wystarczy poszukać w sieci któregoś z brazylijskich odpowiedników polskiego „pracuj.pl”, czyli serwisu dla poszukujących pracy – każdy z nich jest przepełniony CV-kami, w których ich autorzy zawsze podają swój CPF. A potem rejestrujemy kartę SIM i podajemy taki losowo znaleziony numerek. Brzydkie, ale ponoć skuteczne. Ponoć, bo i to się nam nie udało – bo procedura rejestracji odbywa się głosowo… w języku portugalskim. Wyłącznie. I nie wiemy o co nas automat pyta 🙂

Jest sposób drugi – często uczynni sprzedawcy w salonach operatorskich zgadzają się od razu zarejestrować naszą kartę, używając swojego numerka CPF – i tu trafił się nam „matoł”, w ząb nie znający angielskiego – nawet na migi nie udało nam się wytłumaczyć naszej prośby o rejestrację. Przywieźliśmy więc na pamiątkę do Polski brazylijskie karty SIM, ani razu nie użyte…

Tak też zwiedzaliśmy Rio
Tak też zwiedzaliśmy Rio

I to chyba tyle o transporcie wewnątrz Rio. Użyliśmy jeszcze jednego – helikoptera – ale to już zdecydowanie temat na osobny wpis. Ale na razie zaczniemy Wam opisywać turystyczne atrakcje Rio de Janeiro, na początek będzie „Głowa Cukru”, czyli Pão de Açúcar.

Jak bardzo przydatny jest dla Ciebie ten artykuł?

Kliknij na odpowiednią gwiazdkę i oceń treść

Dotychczasowa średnia ocena / 5. Ilość opinii:

Jeśli nasz artykuł jest dla Ciebie przydatny...

podziel się nim ze znajomymi 🙂

Dodaj komentarz

Please Login to comment
  Subscribe  
Powiadom o