Internet i aplikacje przydatne w podróży

Kontynuujemy nasz mini-cykl o kwestiach, związanych u nas z podróżowaniem, a nie będących bezpośrednio „esencją” podróży. Tym razem będzie o tym, jak i do czego wykorzystujemy internet i tzw. nowoczesne technologie.

0

Kontynuujemy nasz mini-cykl o kwestiach, związanych u nas z podróżowaniem, a nie będących bezpośrednio „esencją” podróży. Tym razem będzie o tym, jak i do czego wykorzystujemy internet i tzw. nowoczesne technologie.

Znów będzie trochę praktycznych informacji okołopodróżniczych, niżej postaramy się Wam pokazać, jak wykorzystujemy internet i aplikacje na nim oparte, zarówno do planowania wyjazdów, jak i podczas ich trwania. Nie, nie jesteśmy ortodoksami, którzy na czas podróży wyłączają się z sieci – choć w czasie ich trwania korzystanie z internetu trochę się u nas zmienia. Podróż to czas dla nas i zapominamy wtedy o blogu – nawet jeśli jedziemy na cały miesiąc, podczas tego miesiąca na blogu nie pokazuje się ani jedno nowe słowo. Przygotowanie merytorycznego tekstu na bloga to u nas na tyle długi czas, że po prostu nie mamy go tyle podczas wojaży.

Pomimo tego internet jest stałym elementem naszych podróży. Mniej wtedy służy jako „czasozabijacz”, a więcej jako normalne narzędzie ułatwiające poruszanie się w terenie, organizację dnia w podróży i komunikację – czy to pomiędzy sobą, czy z bliskimi w kraju. Poniżej znajdziecie listę kwestii, w których internet i specjalistyczne aplikacje przydają się nam podczas podróży i ich planowania.

Telefon i roaming

Podróżujemy głównie po Europie, a dużą część naszego kontynentu obejmuje Unia Europejska oraz kraje z nią stowarzyszone, w których obowiązuje tzw. strefa 1A, czyli strefa, w której opłaty roamingowe są najniższe, i co ważne – strefa, w której komunikacja bywa wliczana w niektóre plany abonamentowe naszych polskich operatorów komórkowych.

Z racji częstych ostatnimi czasy wyjazdów zdecydowaliśmy się właśnie na taki abonament, zawierający m.in. 500 MB miesięcznie internetu w krajach strefy 1A (cała UE oraz m.in. Norwegia, Liechtenstein czy Islandia) oraz godzinę rozmowy w każdą ze stron (wychodzące i przychodzące). Cena jest stosunkowo niewiele wyższa od abonamentu „krajowego”, a przy częstych wyjazdach szybko się zwraca. Jeśli podróżujecie raz, dwa razy w roku, lepszym rozwiązaniem będzie pewnie dokupienie dedykowanego pakietu danych na czas wyjazdu.

Belgrad (2015)
Belgrad (2015)
Bergen (2015)
Bergen (2015)
Liechtenstein (2011)
Liechtenstein (2011)

Poza granicami tejże „strefy 1A”, przy dłuższych wyjazdach z reguły kupujemy miejscową kartę SIM z określonym pakietem danych internetowych. Tak robiliśmy m.in. w Turcji, Gruzji czy na Ukrainie. We wszystkich tych przypadkach w salonie operatora całą instalację karty robiła za nas obsługa (często wymagana jest aktywacja karty i często procedura ta jest wykonywana w miejscowym języku – potrzebny jest „miejscowy”).

Wyjątkiem była Brazylia, gdzie aktywacja karty SIM wymaga podania miejscowego „NIPu” i tu polegliśmy. Kartę SIM kupiliśmy, nawet znaleźliśmy sposób na skombinowanie tegoż „NIPu”, ale nie przebrnęliśmy przez aktywację karty po portugalsku…

Podczas krótszych pobytów poza UE nie bawimy się w kupowanie kart SIM. Jesteśmy na tyle dobrze przygotowani do podróży, że bez komórkowego internetu się obejdziemy. Korzystamy z niego tylko awaryjnie, gdy np. mamy problem z wyborem trasy, albo nagle okazuje się, że droga wskazywana przez nawigację… nie istnieje, jest w remoncie albo zdarza się inny nieprzewidziany przypadek (np. megakorek).

Brazylijska karta SIM, której nigdy nie użyliśmy
Brazylijska karta SIM, której nigdy nie użyliśmy

Raz w życiu zrobiliśmy coś innego – w trakcie kilkugodzinnego przejazdu przez Szwajcarię pojechaliśmy na podstawie map Google’a, z cały czas włączonym roamingiem. Nasz operator uszczęśliwił nas jakiś czas później rachunkiem za tę przyjemność – 2400 zł. Tak, nie pomyliliśmy zer – tyle kosztowało 6 czy 7 godzin jazdy z internetem.

Poza UE można sobie też poradzić awaryjnie w sprytniejszy sposób. Podczas podróży wzdłuż Dunaju lekko zagubiłem się w gęstych uliczkach starej części serbskiego Belgradu. Wystarczyło wtedy poszukać restauracji z naklejką informującą o WiFi dla gości i… stanąć pod jej oknem. A z reguły jeszcze prościej jest poszukać fastfooda w rodzaju McDonald’s – z reguły jest tam dostęp do sieci (choć nie zawsze działa).

Google Maps

To jedna z trzech absolutnie podstawowych u nas aplikacji podróżnych. Używana intensywnie i wielu przypadkach – bez niej nasze podróże byłyby mocno utrudnione. O tym, jak wykorzystujemy Google Maps do planowania trasy możecie poczytać w poprzednim wpisie z tej serii. Ale mapy Google’a przydają się nam bardzo także podczas podróży:

  • w sytuacjach, w których standardowa nawigacja „daje ciała” – bo czasem daje. Czasem źle wyznacza trasę, czasem okazuje się że ta trasa nie jest przejezdna (w ekstremalnych przypadkach np. prowadzi przez jednokierunkową ulicę… pod prąd);
  • w przypadku, gdy chcemy dojechać do atrakcji, położonej na odludziu, poza jakąkolwiek miejscowością, często też z dojazdem bardzo podrzędną drogą – tu zdecydowanie lepiej sprawdzają się online’owe mapy;
Gruzja 2014 - mapa podróży
Gruzja 2014 – mapa podróży
Mapa naszego
Mapa naszego „rajdu” wzdłuż Dunaju w Serbii
  • do orientacji podczas pieszego zwiedzania miast i sprawnego poruszania się po często zagmatwanych i ciasnych uliczkach starówek. Pomaga w poruszaniu się pomiędzy atrakcjami, które wcześniej zaplanowaliśmy i oznaczyliśmy na mapkach w Evernote (o tej aplikacji będzie niżej)
  • mapy Google’a mają funkcję „map offline” – można wybrany fragment mapy zgrać na telefon czy tablet. Może to być konkretna trasa, czy np. plan konkretnego miasta. To niezwykle pomaga w przypadku, gdy jesteśmy poza naszym roamingiem w abonamencie. Wystarczy np. poprzedniego wieczora w hotelu, w którym mamy WiFi, zgrać taki plan miasta i następnego dnia możemy się po nim zgrabnie poruszać, nie błądząc w poszukiwaniu wybranych wcześniej przed podróżą miejsc;
  • w sytuacji, gdy obawiamy się zabłądzenia. Np. gdy wychodzimy pieszo w jakiś rozległy obcy teren (trekking po parku krajobrazowym, półwyspie – nie zawsze zwiedzamy wszak miasta). Odpalamy mapy Google’a – domyślnie wczytują mapę okolicy w której jesteśmy – i oznaczamy „tapnięciem” (czyli tzw. pinezką) miejsce, w którym rozpoczynamy. Po czym chowamy telefon do kieszeni – gdybyśmy stwierdzili, że nie wiemy, gdzie zostawiliśmy samochód, wystarczy znów odpalić mapy i sprawdzić naszą aktualną pozycję względem zaznaczonej pinezki. W tzw. „życiu codziennym” często ten patent stosujemy też np. podczas przysłowiowego „wyjazdu na grzyby” do lasu, którego nie znamy zbyt dobrze;

Nawigacja samochodowa

Bułgaria 2013, gdy nawigacja pokazuje 1,5h jazdy na 30 kilometrach, nie należy spodziewać się niczego dobrego
Bułgaria 2013, gdy nawigacja pokazuje 1,5h jazdy na 30 kilometrach, nie należy spodziewać się niczego dobrego

Ten aspekt naszego podróżowania opisaliśmy dość obszernie w artykule o planowaniu podróży. Nawigację także mamy wykupioną w telefonie – po to, by nie wieszać na przedniej szybie samochodu i telefonu i osobnej nawigacji. Często mamy jeszcze powieszoną kamerę GoPro i wtedy już kierowca nie widziałby połowy terenu przed sobą 🙂 Absolutnie zawsze przed wyjazdem samochodem aktualizujemy mapy do najnowszej dostępnej wersji – o tym też warto pamiętać.

Evernote

Evernote to taki nasz prywatny „wynalazek” na potrzeby podróży. Generalnie Evernote jest online’owym serwisem, umożliwiającym tworzenie notatek, organizację ich w grupy oraz ich współdzielenie, a nawet robienie z nich prezentacji. Notatka może być zwykłym tekstem, ale może być też screenem strony internetowej, linkiem do niej. Do notatek można załączać pliki graficzne a nawet dźwiękowe. Można jest współdzielić, czyli może nad nimi pracować, a potem z nich korzystać kilka osób.

Ważną funkcją – dla nas jedną z dwóch najważniejszych – Evernote’a jest synchronizacja notatek i całych notatników (bo notatki można organizować w całe notatniki – np. u nas jest to notatnik „Podróż wzdłuż Dunaju” i notatki z trasami i miejscami wzdłuż tej trasy, podzielone na poszczególne dni podróży) z innymi niż komputer urządzeniami. Po Evernote na komputerze służy nam do planowania trasy, a potem na telefonie – do jej „wykonywania”.

Evernote na komputerze, tu plan podróży po północnej Chorwacji (2015)
Evernote na komputerze, tu plan podróży po północnej Chorwacji (2015)

Każdy zarejestrowany użytkownik Evernote może ściągnąć sobie na telefon czy tablet dedykowaną aplikację serwisu. Po zalogowaniu się do niej tymi samymi danymi, co na komputerze, nastąpi magia – czyli automatyczna synchronizacja wszystkich komputerowych notatek na telefonie. Wszystkie plany podróżnicze, zrobione przed wyjazdem, mamy dostępne na telefonie podczas podróży.

Evernote na telefonie, te same plany Chorwacji
Evernote na telefonie, te same plany Chorwacji

Jest jedno „ale”. W podstawowej wersji – tej bezpłatnej – dane na telefonie nie są dostępne bez dostępu do internetu – są ściągane z sieci. Podczas podróży to może być problem, głównie kosztowy. Korzystamy więc z wersji odpłatnej („Plus”), która ma drugą potrzebną nam opcję – pozwala na telefonie na przechowywanie notatek „offline”.

Evernote na telefonie, lista notatników
Evernote na telefonie, lista notatników

Przed wyjazdem wchodzimy w aplikację na telefonie i zaznaczamy cały notatnik ze wszystkimi planami na podróż – do zapamiętania „offline”. Aplikacja na telefonie zgrywa to wszystko do siebie i trzyma – w każdym miejscu na ziemi mamy dostęp do tego, co stworzyliśmy w domu przed wyjazdem. Do opisów tekstowych, do map z miejscami które chcemy zobaczyć, do map trasy przejazdu itp. Wersja „Plus” ma także większy limit ilości możliwych do wgrania danych (ważne, jeśli w notatkach jest dużo mapek, a u nas jest dużo).

To pozwala nam, w połączeniu z bieżącą orientacją w Google Maps, na bezbłędne poruszanie się w dowolnym mieście czy miejscu. Nawet gdy nie mamy sieci i roamingu, możemy sprawnie poruszać się pomiędzy zaplanowanymi miejscami np. w albańskiej Tiranie, czy bośniackim Mostarze.

Evernote na telefonie, pełnoekranowy podgląd planu miasta z ważnymi do zwiedzania punktami
Evernote na telefonie, pełnoekranowy podgląd planu miasta z ważnymi do zwiedzania punktami

Tłumacz w telefonie

Czasem w podróży okazuje się, że znajomość angielskiego przydaje się „psu na budę” i nijak nie idzie dogadać się z miejscowymi. Często zdarza się to w miejscach mało turystycznych i trzeba sobie jakoś radzić. Od jakiegoś czasu radzimy sobie z tym również za pomocą telefonu – niestety funkcja ta zadziała tylko przy aktywnym dostępie do sieci.

Aplikacja Google Translate, przykład tłumaczenia głosowego na turecki
Aplikacja Google Translate, przykład tłumaczenia głosowego na turecki

Zdarzyło nam się w tureckiej Adanie kupić bilet autobusowy na kurs do Antakyi – to był pierwszy dzień naszej podróży po południowo-wschodniej Turcji, tzw. Kurdystanie. Ale autobus nie przyjechał i coś trzeba było wymyślić. W kasie na dworcu niestety panowie w ząb nie znali angielskiego, powtarzając mi w kółko jeden wyraz: „Iptal”. Z pomocą przyszła aplikacja Google Translate (polska nazwa „Tłumacz”), wydana przez Google’a i oferująca tłumaczenie tekstu w obie strony z wielu języków. Pan mówił po prostu, że kurs anulowano.

Druga historia – ta sama podróż, tym razem jesteśmy w Diyarbakirze, stolicy tureckich Kurdów i usiłujemy kupić bilet na inny autobus – ale tu trudniej, bo bilet ma być na za dwa dni, a nie na kurs najbliższy. Znów wystarczyło wklepanie w Tłumacza zdania „bilet do Van na wtorek 21:00” i obsługa nie znająca angielskiego bez żadnych kłopotów sprzedała nam dokładnie to, czego potrzebowaliśmy.

Aplikacja Google Translate, przykład tłumaczenia głosowego na albański
Aplikacja Google Translate, przykład tłumaczenia głosowego na albański

Od jakiegoś czasu aplikacja ta ma także funkcje głosowe – już nie trzeba niczego pisać. Wystarczy powiedzieć coś po polsku do telefonu, a on przetłumaczy to na np. turecki czy albański i… wypowie przetłumaczoną frazę w tym języku. Można też w drugą stronę – nagrać to co mówi do nas ktoś i posłuchać po polsku, o co chodzi. Genialne i proste.

W Brazylii nie mieliśmy szczęścia posiadania mobilnego telefonu – i stąd niemożność korzystania z tłumacza w Rio de Janeiro, w którym, pomimo że miasto niemal ciągle oblegane jest przez turystów, nawet taksówkarze potrafią kompletnie nie znać słowa po angielsku. Skutkiem tego zdarzyło się nam, że chcąc dojechać na Maracanę, wylądowaliśmy… na skraju jednej z tamtejszych fawel. Z dość drogim aparatem w ręce… to nie była zbyt komfortowa sytuacja. Nie wiemy, jak można w Rio nie zrozumieć słowa Maracana…

Rezerwacje hoteli

Coraz częściej zdarza się nam nie rezerwować miejsc noclegowych na całą planowaną podróż. Bo albo nie wiemy dokładnie, gdzie kolejne dni będziemy „kończyli”, albo planujemy głównie spać w samochodzie i co kilka dni przespać się w normalnym łóżku. Tu też pomoże telefon i dedykowane aplikacje serwisów „noclegowych”, np. naszego ulubionego booking.com.

Aplikacja taka jest także przydatna w kwestii przechowywania zrobionych przed wyjazdem potwierdzeń rezerwacji. Kiedyś braliśmy je wydrukowane na papierze, dziś rezerwacje zrobione na komputerze przed wyjazdem „trzyma” nam aplikacja booking.com w telefonie. A zdarzyło się już nam nie raz, że hotel po przyjeździe nie mógł znaleźć naszej rezerwacji (np. we francuskim Toulonie, gdzie zrobiliśmy rezerwację kilka miesięcy przed wyjazdem, a potem w międzyczasie hotel zmienił nazwę i cały komputerowy system obsługi hotelu) i pomagało dopiero pokazanie potwierdzenia – wystarczy na telefonie.

Przelicznik walut

O tej aplikacji wspominaliśmy przy okazji kwestii cen paliw we wpisie o roli samochodu w naszych podróżach. Mamy zainstalowaną w telefonie aplikację o nazwie „XE Currency”, która spełnia funkcję przeliczania dowolnej waluty na inną. Przed każdym wyjazdem ustawiamy w niej listę walut, które są stosowane w krajach, przez które jedziemy (np. chorwackie kuny, serbskie dinary, albańskie leki, euro, tureckie liry itp.). Aplikacja ściąga z sieci ich aktualny kurs i zapamiętuje na jakiś czas.

Nasza
Nasza „walutowa” kolekcja – serbskie dinary
Nasza
Nasza „walutowa” kolekcja – albańskie leki
Nasza
Nasza „walutowa” kolekcja – tureckie liry

Dzięki temu podczas podróży, nawet bez internetu, możemy bez kłopotów orientować się, ile tak naprawdę dowolna rzecz nas kosztuje i czy aby na pewno chcemy ją kupić. Nie jest to wtedy kurs „z dziś”, ale z dnia ostatniej synchronizacji, ale jest bardzo zbliżony do obowiązującego – kursy walut rzadko przecież „wariują”, przynajmniej w Europie. To rozwiązuje nam np. problem orientacji, ile naprawdę płacimy za benzynę, płacąc powiedzmy 25000 węgierskich forintów czy podobną kwotę w serbskich dinarach po zatankowaniu auta.

iPolak

Mamy tę aplikację zainstalowaną, ale – na szczęście – nigdy nie była nam potrzebna. Ale bardzo polecamy jej posiadanie (jest bezpłatna) w każdej podróży. iPolak to aplikacja zawierająca najważniejsze z punktu widzenia polskiego turysty informacje – adresy i numery kontaktowe ambasad i podstawowe informacje o poszczególnych krajach. Najważniejszą funkcją są powiadomienia o potencjalnych zagrożeniach – aplikacja wysyła je na bieżąco, już będąc w konkretnym miejscu możemy otrzymać informację o zagrożeniu i proponowanym trybie postępowania.

Spotify

Pierwszy z „rozrywkowych” aspektów podróżowania – muzyka. Nigdy w podróży nie chodzimy ze słuchawkami i muzyką na uszach – to znacznie ogranicza „chłonięcie” obcych miejsc i kultur. Ale czasem po prostu niezbędne jest włączenie „czegoś”, bo np. słuchanie przez dwa tygodnie w samochodzie podczas objazdowej podróży po Turcji grozi nam „zwiędnięciem uszu” – nadmiar lokalnej muzyki czasem w podróży nie pomaga 🙂

Z pomocą przychodzi nam aplikacja Spotify (choć może być to jakikolwiek serwis streamujący muzykę), podobnie jak Evernote używany przez nas w wersji płatnej, pozwalającej na tworzenie własnych playlist w dowolnej ilości i synchronizację z telefonem – a na telefonie zapamiętywanie jej „offline”, w pamięci urządzenia. Tak spreparowana własna muzyka, przy podłączeniu telefonu do samochodowego systemu audio skutecznie daje odpór męczącej czasem muzyce, płynącej podczas kilkugodzinnej jazdy samochodem z radia. Krótki filmowy klimacik z wnętrza naszego samochodu w trakcie podróży znajdziecie poniżej:

 

Telewizja

A tak, da się. Tu już nie mamy jednej aplikacji – czasem w podróży zdarza się nam potrzeba oglądnięcia ważnego wydarzenia (jakimś dziwnym trafem prawie zawsze są to wydarzenia sportowe), a trafiamy do pensjonatu lub hostelu, w którym pokój nie ma na wyposażeniu telewizora. Tu też pomoże tablet (lepszy) lub telefon (gorszy) – bo nie zawsze też zabieramy ze sobą komputer.

Jakoś tak wyszło, że przenośny sprzęt mamy niemal wyłącznie ze znakiem Apple’a, który niestety ma duże ograniczenie – nie obsługuje technologii Flash, przez co odpada korzystanie z „pirackich” serwisów streamujących video, w tym telewizję. Trzeba sobie z tym jakoś radzić, a w dzisiejszych czasach technologia jest dostępna w Europie niemal wszędzie. Jeśli tylko lokalna telewizja transmituje interesujące nas wydarzenie, to często transmisja ta dostępna jest także w sieci.

Helsinki 2015, finał Ligi Mistrzów w fińskiej TV na tablecie
Helsinki 2015, finał Ligi Mistrzów w fińskiej TV na tablecie
Tbilisi 2014, Mistrzostwa Świata w Brazylii na telefonie
Tbilisi 2014, Mistrzostwa Świata w Brazylii na telefonie

W Gruzji na telefonie „z braku laku” oglądaliśmy mecze Mistrzostw Świata w Brazylii (2014 r.) – tamtejsza państwowa telewizja ma świetny serwis dla urządzeń mobilnych i dedykowany streaming dla telefonów i tabletów. Nie trzeba aplikacji, wystarczy wejść na ich stronę. W Finlandii z kolei na tablecie oglądałem finał Ligi Mistrzów – fińska TV ma swoją aplikację mobilną z całą ramówką dostępną w internecie – bez opłat.

Przewodniki elektroniczne

Przewodnik po Gruzji, Armenii i Azerbejdżanie w wersji na czytnik Kindle
Przewodnik po Gruzji, Armenii i Azerbejdżanie w wersji na czytnik Kindle

Krótko – nie używamy 🙂 I owszem, ściągaliśmy kiedyś dedykowane dla danych krajów lub konkretnych miast aplikacje, przygotowywane przez lokalne organizacje turystyczne. Nawet Lonely Planet wydał kiedyś serię przewodników – aplikacji na telefony – był czas, że były darmowe. Ale zawierają one zazwyczaj podstawowe informacje i podstawowe atrakcje turystyczne, które sami znajdujemy przed podróżą.

Próbowaliśmy kiedyś – przed podróżą do tureckiego Kurdystanu – zaprzyjaźnić się z wersją elektroniczną przewodnika Lonely Planet o Turcji, dostępną na czytnik Kindle. I też nie wyszło, jakoś nie leży nam nawigowanie na Kindlu po grubaśnej książce, liczącej w wersji drukowanej 700 stron. Zdecydowanie lepiej czujemy się z tradycyjnym, papierowym wydaniem. I nie chodzi o „specyficzny zapach farby drukarskiej”, a o podstawową wygodę. Do Turcji pojechał papierowy przewodnik, pomimo tego że najlżejszy nie jest, a my nosiliśmy go przez 9 w dni we własnym plecaku.

Do powyższych kilku aplikacji i aspektów, związanych z internetem w podróży, dochodzi jeszcze kilka bardzo przyziemnych aplikacji, typu „Prognoza pogody” czy „Notatki”, ale to zapewne zna każdy, są preinstalowane w telefonach i nie ma potrzeby podkreślania ich znaczenia. Do naszych podróżniczych narzędzi możemy jeszcze zaliczyć dedykowaną aplikację do obsługi kamery GoPro, której zdarza się nam używać – ale jej funkcjonalności też nie będziemy tu opisywać – kto ma GoPro, wie, z czym się to je.

Podsumowując. Internet mobilny to coś, co pozwala nam zaplanować i skutecznie realizować nasze podróżnicze plany. Ale nie jest nam niezbędny – odpowiednio przemyślane i wybrane aplikacje – mowa głównie o Evernote, którego jesteśmy fanami – pozwalają nam na względny komfort zwiedzania i podróżowanie zgodne z założonymi planami i terminami. Jeśli zgrać to z coraz większym doświadczeniem u nas w kwestii długości przejazdów, przewidywania czasu potrzebnego na wykonanie planów, to daje to obraz dobrze przemyślanej i poukładanej podróży. Nie każdy lubi mieć zaplanowane wszystko do końca (nam zresztą też zdarza się iść na żywioł), ale generalnie to jest nasz sposób na udaną podróż.

Jak bardzo przydatny jest dla Ciebie ten artykuł?

Kliknij na odpowiednią gwiazdkę i oceń treść

Dotychczasowa średnia ocena / 5. Ilość opinii:

Jeśli nasz artykuł jest dla Ciebie przydatny...

podziel się nim ze znajomymi 🙂

Dodaj komentarz

Please Login to comment
  Subscribe  
Powiadom o