Ayia Napa i Cape Greco, czyli cypryjskie plaże, klify i formacje skalne

Drugiego dnia naszego pobytu na Cyprze urządziliśmy sobie przegląd plaż południowo-wschodniej części wyspy – wszak okolica ta to obecnie centrum „plażowe” Cypru. Leżący tu kurort Ayia Napa jest wręcz symbolem dzisiejszej turystyki wyspy.

0

Drugiego dnia naszego pobytu na Cyprze urządziliśmy sobie przegląd plaż południowo-wschodniej części wyspy – wszak okolica ta to obecnie centrum „plażowe” Cypru. Leżący tu kurort Ayia Napa jest wręcz symbolem dzisiejszej turystyki wyspy.

Cypr 2015, dzień 2 (poprzedni wpis: Powitanie z Cyprem. Larnaka i okolice). Pierwszą noc na Cyprze spędziliśmy w małej wsi Oroklini, na północ od Larnaki. Wieś jest mała (ok. 6 tys. mieszkańców), ale ma sporo fajnych hoteli, na czele z tym, w którym spaliśmy my – Antonis G Hotel, jeden z lepszych i jednocześnie najtańszy hotel, w którym spaliśmy na Cyprze. Ma własny basen i restaurację, standard pokoi jak najbardziej w porządku, szybki internet i duży parking. No i mieści się obok głównego zabytku wsi – kościoła Archanioła Michała.

I właśnie od tegoż kościoła zaczęliśmy nasz drugi dzień zwiedzania wyspy Afrodyty. Zaczęliśmy dość ciężko – wiecie, poprzedniego wieczoru był mecz Polska – Irlandia, po którym awansowaliśmy na Euro 2016 🙂 Kościół Archanioła Michała zbudowany został w bizantyjskim stylu w XVII w. i był głównym kościołem w Oroklini do czasu budowy nowego, większego. Kościół jest mały, może pomieścić 50-100 osób, i to po powiększeniu i renowacji, która miała miejsce w 1867 r. Obecnie nadal jest używany, choć już rzadziej – od kiedy w 1986 r. wybudowano nowy, duży. Ale na co dzień jest niestety zamknięty i nie da się zobaczyć jego wnętrza. Oroklini posiada jeszcze dwa inne zabytkowe kościółki (Proroka Eliasza i św.Tomasza), znajdujące się na wzgórzu nad wsią – ale droga na wzgórze była w remoncie – nie mieliśmy możliwości wjechania na nie, wobec czego opuściliśmy Oroklini. Czas na przejażdżkę wzdłuż południowo-wschodniego wybrzeża Cypru. Tym razem podzielimy ten wpis na dwie części – najpierw pokażemy Wam plaże, a potem atrakcje leżące pomiędzy nimi.

Mniej więcej 6 km od centrum Oroklini, już na wybrzeżu, znajduje się pierwsza odwiedzana przez nas plaża – CTO Beach. Plaża leży na granicy brytyjskiej bazy wojskowej Dhekelia – bazy te są swoisty ewenementem na Cyprze. W 1960 r., kiedy wyspa uzyskiwała niepodległość, oddając władzę zagwarantowali sobie istnienie autonomicznych obszarów militarnych, które wyłączone są spod władzy cypryjskiej. Rządzą nimi wojskowi mianowani przez Brytyjczyków, a terytoria te mają formalny status terytorium zamorskiego Wielkiej Brytanii. Nie ma żadnych szlabanów ani granic, ale formalnie przejeżdżając główną drogą z Larnaki do Ayia Napa, przejeżdża się przez spory obszar terytorium brytyjskiego.

Cypr, CTO Beach
Cypr, CTO Beach
Cypr, Sirens Beach
Cypr, Sirens Beach
Cypr, Sirens Beach
Cypr, Sirens Beach
Cypr, Ayia Thekla Beach
Cypr, Ayia Thekla Beach

Sama zaś plaża CTO nie stanowi jakiejś niezwykłej piękności, zresztą musimy obalić mit, jakoby Cypr miał dużo pięknych plaż. Owszem kilka cudownych miejsc tu znajdziecie (będzie o nich za chwilę), ale akurat CTO Beach do nich nie należy. Twardy, ubity ciemny piasek, zero infrastruktury turystycznej. Plus – w październiku była prawie pusta. Zamoczyliśmy więc nóżki, przechodząc wzdłuż morza i decydujemy się jechać dalej.

Nieco za końcem bazy brytyjskiej znajduje się kolejna południowa plaża – Sirens Beach, plaża syren. Tu dużo lepszy piasek, i nawet infrastruktura, plaża bardziej widowiskowa, ale sporo tu kamienistych wypustek na zejściu do morza. Plaża wydaje się dużo przyjemniejsza od CTO, ale tak jak ona – w październiku była całkowicie pusta. Plażowała jedna osoba. Też więc kończy się na moczeniu nóżek.

Z plaży syren już tylko dwa kroki do kolejnej – Ayia Thekla Beach, z nazwą pochodzącą od stojącego na jej wschodnim krańcu kościoła. Tu już jest bardzo przyjemnie. I piasek, i bary, i sporo ludzi na plaży. Widać, że to jest miejsce do odpoczynku na piasku. Nas tu jednak interesował bardziej wspomniany kościół.

Kolejne 2 km na wschód leży duży kompleks plażowy – Makronisos Beach. To tak naprawdę dwie plaże, leżące po obu stronach wysuniętego w morze cypelka. Przy nich położony jest duży kompleks hotelowy. Tu już jest światowo – atrakcje, łodzie, paralotnie, pływające banany itp., znaczy sezon w pełni. Sąsiedztwo hoteli bardzo plaży służy. A opisany przez nas cypel to także atrakcja historyczna, którą opiszemy dalej.

Cypr, Ayia Thekla Beach
Cypr, Ayia Thekla Beach
Cypr, Makronisos Beach
Cypr, Makronisos Beach
Cypr, Makronisos Beach
Cypr, Makronisos Beach
Cypr, Makronisos Beach
Cypr, Makronisos Beach

Tuż przed wjazdem do kurortu Ayia Napa trafiamy wreszcie na prawdziwą plażową perełkę. Nissi Beach, bo o niej mowa, to zdecydowanie jedna z najpiękniejszych plaż, na jakich było nam dane w Europie być. Plaża ze świetnym piaskiem, cudownym kolorem wody (i płytką wodą – świetna dla rodzin z dziećmi). Otoczona hotelami i, przy samej plaży, niestety rzędem głośnych barów. Naprzeciw plaży znajduje się niewielka wysepka, która zdaje się przy niższym poziomie wody bywa cyplem, połączonym z lądem. Ale nawet, gdy woda jest wyższa, na wysepkę można przejść bez problemu pieszo przez płyciznę, oddzielającą ją od plaży.

Nissi Beach nawet w październiku była prawie pełna, zresztą nie ma się co dziwić, jeżeli wciąż są tam temperatury ok.+30C w cieniu. Tu „rozbiliśmy obóz” i postawiliśmy także skorzystać z możliwości prażenia się w październiku. Tak naprawdę to było nasze jedyne plażowanie na Cyprze podczas całego spędzonego tu tygodnia.

Kolejna fajna plaża, już w Ayia Napa, to Vathia Gonia. Może lekko mniej widowiskowo, niż na Nissi, ale standard podobny. Fajny piasek, pełna infrastruktura, świetna woda, atrakcje dla turystów. Jedyny mankament to mikroskopijny i płatny parking przed plażą (przy Nissi Beach można parkować bezpłatnie na dużym, ale nawet w październiku pełnym parkingu).

Cypr, Nissi Beach
Cypr, Nissi Beach
Cypr, Nissi Beach
Cypr, Nissi Beach
Cypr, Nissi Beach
Cypr, Nissi Beach
Cypr, Nissi Beach
Cypr, Nissi Beach
Cypr, Vathia Gonia Beach
Cypr, Vathia Gonia Beach
Cypr, Fig Tree Beach w Protaras
Cypr, Fig Tree Beach w Protaras

Ayia Napa słynie z fajnych plaż i jest ich w samym kurorcie, jak i w jego okolicach z jednej i drugiej strony, jeszcze co najmniej kilka. Odpuściliśmy je sobie, bo jeszcze trochę nam do zobaczenia zostało, a czas leci, szczególnie w październiku, kiedy dość wcześnie robi się ciemno. Szczerze mówiąc, myśleliśmy, że na Cyprze dzień będzie dłuższy, a tu ok. godziny 18-tej można zakończyć zwiedzanie, zapada zmrok.

Jedziemy więc za Ayia Napa. Mniej więcej 7 km od centrum kurortu, na oznaczonym skręcie w boczną drogę, kierującą na wybrzeże, znajduje się dość widowiskowy punkt widokowy na sporym morskim klifie. Na dole, tuż nad poziomem wody znajdują się wydrążone przez wodę w skałach jaskinie. To fajne miejsce na postój, można podziwiać i klify, i jaskinie, i widoczny z bliska od strony wschodniej Cape Greco. Odważni mogą spróbować skoku z klifu do morza, woda jest tu wystarczająco do tego głęboka. Sami pooglądaliśmy grupkę rosyjskich turystów, skaczących w dół. Jest tu też mała namiastka Azure Window z maltańskiej wyspy Gozo – też można zobaczyć małe okienko w skale, ale tu jest ono dużo mniejsze i sporo powyżej poziomu wody.

Objeżdżamy Cape Greco i jesteśmy na wschodnim wybrzeżu. OK – prawie na samym południowo-wschodnim kraniuszku Cypru. Tu z kolei znajdziecie nietypową formację skalną, powstałą w wyniku zawalenia się części nabrzeżnych skał do morza. Powstał dzięki temu dość widowiskowy, choć niewielki wymiarami „skalny łuk” (Kamara tou Koraka) nad przepaścią. To jedno z częściej fotografowanych miejsc na wyspie, z tego co widzimy po ostatnich fotkach, wrzucanych przez polskich blogerów. Na nas nie zrobił jakiegoś piorunującego wrażenia, ale chyba my przyjechaliśmy na Cypr po coś innego.

W każdym razie łuk aż nęci, żeby po nim przejść. I chyba wszystkich, bo jest szczelnie odgrodzony, a tabliczki ostro nakazują trzymanie się ogrodzenia. Nie radzimy – łuk nie wygląda na specjalnie stabilny. Ale chętnych chyba nie brakowało, bo poza ogrodzeniem jest tu też rozciągnięty drut kolczasty.

Cypr, klify nieopodal Cape Greco
Cypr, klify nieopodal Cape Greco
Cypr, klify nieopodal Cape Greco
Cypr, klify nieopodal Cape Greco
Cypr, kamienny mostek nieopodal Cape Greco
Cypr, kamienny mostek nieopodal Cape Greco

Na koniec plażowych i naturalnych atrakcji z tego rejonu Cypru ostatnia plaża. Miejscowość Protaras, dziś jeden z ważniejszych wakacyjnych kurortów i plaża Fig Tree, czyli plaża drzew figowych, nazwana tak od figowców, rosnących na jej skraju. Plaża „figowa” także należy do tych „lepsiejszych”, w 2011 r. TripAdvisor umieścił ją nawet na trzecim miejscu na liście najlepszych plaż w Europie – to chyba jednak przesada. Plażę widzieliśmy już przy zapadającym zmroku, ale zdążyliśmy się po niej przespacerować – piasek jest świetny, infrastruktura też. Otaczają ją duże hotele i na brak plażowiczów w październiku na pewno nie można tu narzekać, przynajmniej patrząc po ilości turystów w samym Protaras.

Podobnie jak na Nissi Beach, naprzeciw plaży znajduje się mała wysepka. Tu jednak nie da się przejść, woda jest na tyle głęboka, że wymagana jest umiejętność pływania. Ze względu na świetny piasek i płytkie, łagodne zejście do wody, plaża ta jest jedną z tych, które poleca się rodzinom z dziećmi.

Protaras był naszym punktem końcowym tego dnia. Plany były większe, ale jak tu u nas bywa, zweryfikowała je rzeczywistość i zapadający zmrok. Ale to nie wszystkie, a właściwie tylko mała część atrakcji drugiej doby pobytu na Cyprze. Czas pokazać Wam inne atrakcje – te historyczne – południowo-wschodniej części Cypru. A tych pomiędzy wizytami na plażach było także sporo – nie tylko leniliśmy się na Nissi Beach 🙂

Po wyjeździe z Oroklini i wizycie na CTO Beach, wjeżdżamy na teren brytyjskiej bazy wojskowej i odbijamy nieco od wybrzeża, do wsi Ksilotimwu. Sama wieś jest „eksklawą”, czyli terenem otoczonym przez bazę wojskową ze wszystkich stron, ale wyłączonym z bazy – jest terytorium cypryjskim. Ksilotimwu słynie ze swoich niewielkich starych kościółków, z których większość znajduje się na terenie dzisiejszego klasztoru św.Rafaela, powstałego ledwie kilkadziesiąt lat temu (1989 r.). Znajduje się nieco na uboczu wsi, ale dojazd jest bardzo dobrze oznaczony.

Oroklini, kościół Archanioła Michała
Oroklini, kościół Archanioła Michała
Ksilotimwu, klasztor św.Rafaela
Ksilotimwu, klasztor św.Rafaela
Ksilotimwu, klasztor św.Rafaela, cerkiew św.Marii
Ksilotimwu, klasztor św.Rafaela, cerkiew św.Marii
Ksilotimwu, klasztor św.Rafaela, cerkiew św.Marii
Ksilotimwu, klasztor św.Rafaela, cerkiew św.Marii
Ksilotimwu, klasztor św.Rafaela, cerkiew św.Filomeny
Ksilotimwu, klasztor św.Rafaela, cerkiew św.Filomeny

Klasztor nosi imiona Rafaela, Mikołaja i Ireny, męczenników zabitych przez Turków na greckiej wyspie Lesbos w 1463 r. Cała trójka pochodziła z Cypru (opat, diakon i córka burmistrza Thermi). Klasztor powstał na terenie dwóch połączonych ze sobą dziedzińców, na jednym z nich stoi najstarsza cerkiew tutaj – cerkiew św.Marii, pochodząca jeszcze z XIV w. Głównym kościołem klasztornym jest duża cerkiew św.Rafaela, bardzo nowa. Obok tych dwóch cerkwi, na terenie kościoła i tuż za jego murami stoi jeszcze co najmniej 5 innych małych świątyń (m.in. św.Filomeny na drugim z dziedzińców). Część z nich zastaliśmy otwartymi, nie ma problemu z robieniem zdjęć we wnętrzach.

Dosłownie kilkaset metrów od klasztoru na północ, przy bocznej drodze, stoją kolejno dwa małe kościółki: wyglądający na w miarę nowy, kwadratowy kościółek św.Jonasza oraz trochę przed nim, wyglądający na znacznie starszy (taki typowy, choć nieco podłużny, kamienny bizantyjski kościół). Żadnych informacji o tym drugim nie udało się nam jednak znaleźć, a sam kościół był niestety zamknięty.

Kolejny warty zatrzymania punkt to opisana już wyżej plaża Ayia Thekla (św.Tekla). Plaża przybrała nazwę od stojącego od wschodniej strony, nowego kościoła św.Tekli. Ale nie to jest tu najważniejsze. W miejscu tym istniała kiedyś starożytna osada lub cmentarzysko, tuż nad samym morzem. Przed kościołem znajduje się stara jaskinia, użytkowana w starożytności jako grobowiec, a kiedy stojący tu od IV w. n.e. kościół został zniszczony, służyła także jako świątynia.

Cypr, cerkiew św.Tekli na wybrzeżu
Cypr, cerkiew św.Tekli na wybrzeżu
Cypr, cerkiew św.Tekli na wybrzeżu, stara jaskinia grobowa
Cypr, cerkiew św.Tekli na wybrzeżu, stara jaskinia grobowa
Cypr, nekropolia Makronisos
Cypr, nekropolia Makronisos
Cypr, nekropolia Makronisos
Cypr, nekropolia Makronisos

Pomiędzy dwoma plażami Makronisos z kolei znajduje się cypel, na którym w 1989 r. odkopano 19 starożytnych grobowców, pochodzących z okresu hellenistycznego i rzymskiego (IV w. p.n.e. – IV w. n.e.). Ciała składane były w sarkofagach, ale nie znaleziono tu zbyt wiele, poza samymi grobowcami. Miejsce to bowiem było celem nielegalnych wykopalisk już pod koniec XIX w. Dziś starożytną nekropolię w Makronisos można zwiedzać, wejście jest bezpłatne. W pobliżu znaleziono też pozostałości starożytnego sanktuarium.

Kurort Ayia Napa, przejmujący w ostatnich latach rolę turystycznej stolicy Cypru, jak każdy tego typu przybytek jednocześnie przejął chyba rolę stolicy kiczu. Hotelarze i restauratorzy rozpoczęli zdaje się wyścig na najdziwniejszą fasadę swojego biznesu. Ot, taki typowy nadmorski folklor. Przy zachowaniu odpowiedniej skali, można by powiedzieć, że to taki polski Sopot, z elementami Międzyzdrojów – wszak ma Ayia Napa swoją Aleję Sław – też dostosowaną do turystów. Swoje gwiazdy mają tu np. Tiesto czy Paul van Dyk – jeśli nie wiecie, kto to, to jesteście za starzy na imprezy w Ayia Napa 🙂

Ale ma też Ayia Napa swoją historię i legendę. Nie od zawsze dudniła tu głośna muzyka i przewalały się dzikie tłumy plażowiczek w strojach kąpielowych i klapkach. Wg legendy, kiedyś te rejony wypełniał gęsty las – w tym lesie myśliwy znalazł świętą ikonę Matki Boskiej, nazwaną później ikoną Matki Boskiej z Lasu. „Napa” to bowiem w straożytnej grece nic innego, jak „las”. Potem na miejscu znalezienia ikony, nad leśną jaskinią, wybudowano monaster, który nazwę wziął od ikony – Ayia Napa. Dziś tak nazywa się kurort, w którego centrum stoi stary monaster.

Cypr, monaster w Ayia Napa
Cypr, monaster w Ayia Napa
Cypr, monaster w Ayia Napa
Cypr, monaster w Ayia Napa
Cypr, monaster w Ayia Napa
Cypr, monaster w Ayia Napa
Cypr, kościół Agioi Anargyroi nieopodal Cape Greco
Cypr, kościół Agioi Anargyroi nieopodal Cape Greco
Cypr, kościół Agioi Anargyroi nieopodal Cape Greco, jaskinia pustelników
Cypr, kościół Agioi Anargyroi nieopodal Cape Greco, jaskinia pustelników

Nikt nie wie, kiedy monaster w Ayia Napa został założony. Po raz pierwszy w historycznej dokumentacji pojawia się w XIV w. W XVI w. istnieje na starych weneckich mapach. Klasztor był wielokrotnie rozbudowywany na przestrzeni XIV – XIX w. Najstarszą jego częścią jest główny kościół, wybudowany nad skalną jaskinią. W jego wnętrzach zachowały się resztki fresków z XV w. Obok południowej bramy klasztoru (przy zaniedbanej, śmierdzącej sadzawce, która kiedyś chyba była fontanną) stoi stara sykomora – drzewo figi morwowej, którego owoce są jadalne, acz ciężkostrawne. Drzewo ma podobno aż 600 lat.

Nieco poniżej klasztoru stoi nowy (1990 r.) kościół Najświętszej Dziewicy Matki Bożej – tu można zaparkować, jeśli chcecie zwiedzać klasztor. A sam kościół też jest wart zobaczenia wewnątrz. Nie jest na pewno zabytkiem, ale jest pięknie wymalowany we wnętrzach i jak prawie każda prawosławna świątynia, robi wrażenie. Na zewnątrz jest typowym nowoczesnym „klockiem”, ale wnętrza to prawdziwa gra barw i malowideł.

Kolejna nie-plażowa atrakcja to już wschodnia część Cape Greco, nieco powyżej opisywanego wyżej skalnego łuku. Tuż nad wybrzeżem morskim stoi widowiskowo położony kościół Agioi Anargyroi. Także jedno z bardziej fotogenicznych miejsc – ale schodząc po schodach za kościołem można dotrzeć do dawnej nadmorskiej jaskini pustelników, która istnieje do dziś w miejscowych legendach.

Zanim stąd dotarliśmy do „plaży figowców” w Protaras, odjechaliśmy znów od wybrzeża. Celem były dwa małe kościółki, zagubione w niemal bezludnej okolicy. Tu jednak mała wstawka – odjechanie od wybrzeża w okolicach Protaras to wybór jazdy po polnych, bardzo dziurawych miejscami drogach. Asfaltu tu nie ma, momentami mocno modliliśmy się, żeby nie zawiesić samochodu na którejś z licznych dziur. Udało się. Pierwszy z planowanych kościółków, stojący w totalnej głuszy – Agiou Ioannou, nie zrobił jednak na nas wrażenia.

Kościółek Agiou Ioannou na pustkowiu na zachód od Protaras
Kościółek Agiou Ioannou na pustkowiu na zachód od Protaras
Skalny kościół Agia Saranta na pustkowiu na zachód od Protaras
Skalny kościół Agia Saranta na pustkowiu na zachód od Protaras
Skalny kościół Agia Saranta na pustkowiu na zachód od Protaras
Skalny kościół Agia Saranta na pustkowiu na zachód od Protaras
Skalny kościół Agia Saranta na pustkowiu na zachód od Protaras
Skalny kościół Agia Saranta na pustkowiu na zachód od Protaras

Za to drugi – Agia Saranta, to jakiś majstersztyk. Kościółek jest tak naprawdę zamkniętą drzwiami skalną jaskinią, z nadbudowaną na skale kamienną kopułą. Oba kościółki są otwarte, można do nich wejść bez problemu. Najbliższe ludzkie zabudowania są daleko, nie wiemy czy są one używane na co dzień, choć ich utrzymanie i wystrój mówią – tak. Nie znaleźliśmy też żadnych informacji na temat ich historii, choć pewnie jest długa – przynajmniej w wypadku skalnego kościoła Agia Saranta.

Jak już napisaliśmy powyżej, w Protaras zastał nas zmrok. Samo centrum Protaras to niekończący się szereg hoteli i restauracji, prześcigających się w ofertach drinków, win i mniej lub bardziej tradycyjnych dań. To jedna ulica, żyjąca własnym życiem w dzień i w nocy, nawet w październiku. Skorzystaliśmy z okazji i zjedliśmy tu tradycyjną cypryjską pitę. I znów zadziałało coś, co zauważamy od dawna – znacie to ? Wchodzicie do pustej knajpy, zamawiacie coś i czekacie. W międzyczasie do restauracji zaglądają inni ludzie, działający na zasadzie – jak są goście, znaczy że dobrze karmią 🙂 I tak – gdy wychodziliśmy, mały fastfood w Protaras był niemal pełen gości. Jakoś często zauważamy taką prawidłowość.

Z Protaras, już po ciemku (co nie napawało nas zbytnim optymizmem), wyjechaliśmy w drogę powrotną. Powrotną, bo czekała nas jazda dokładnie w drugą stronę, przez Ayia Napa i okolice Larnaki. Jechaliśmy do stolicy. Stolicy potrójnej: stolicy całego Cypru, stolicy Cypru Południowego (tego oficjalnie należącego do UE) i stolicy Cypru Północnego (państwa nie uznawanego przez nikogo poza Turcją, która je stworzyła, najeżdżając Cypr). Następny wpis będzie z pewnością dobrym momentem, by opowiedzieć Wam historię wyspy Afrodyty. Słowem – pojechaliśmy do Nikozji.

Pełna galeria zdjęć z południowo-wschodniego Cypru znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym fanpage’u na Facebooku.

Jak bardzo przydatny jest dla Ciebie ten artykuł?

Kliknij na odpowiednią gwiazdkę i oceń treść

Dotychczasowa średnia ocena / 5. Ilość opinii:

Jeśli nasz artykuł jest dla Ciebie przydatny...

podziel się nim ze znajomymi 🙂

Dodaj komentarz

Please Login to comment
  Subscribe  
Powiadom o