Antiochia. Blisko źródeł chrześcijaństwa.

Dla Polaków to Antiochia. Na mapach widnieje jako Hatay, a Turcy w rozmowach nazywają miasto: Antakya. Historia tego miasta, niegdyś trzeciego co do wielkości na świecie, niezwykle silnie wiąże się z historią chrześcijaństwa.

0

Dla Polaków to Antiochia. Na mapach widnieje jako Hatay, a Turcy w rozmowach nazywają miasto: Antakya. Historia tego miasta, niegdyś trzeciego co do wielkości na świecie, niezwykle silnie wiąże się z historią chrześcijaństwa.

Turcja południowo-wschodnia, dzień 3 (poprzedni wpis: Adana, nasza brama do południowo-wschodniej Turcji). Do Antakyi dotarliśmy późno wieczorem, po 3,5-godzinnej jeździe autobusem z Adany. Jedyny raz podczas tej podróży pozwoliliśmy sobie na brak rezerwacji noclegu, więc pobyt w mieście rozpoczęliśmy od jego poszukiwania. Ten aspekt udało się załatwić szybko, szybko też rozkoszowaliśmy się ciepłym pokojem i ciepłą wodą w łazience (miła odmiana po pobycie w Adanie).

Miasto założył ok.300 r. p.n.e. król Seleucydów, Seleukos I, a nazwa jest hołdem na cześć jego ojca i poprzedniego króla, Antiocha (przewinął się w naszych opowieściach z letniej podróży po Turcji, m.in. przy okazji zwiedzania Stratonikei). Antakya stała się stolicą królestwa Seleucydów. Po przejściu pod władanie Rzymian (64 r. pn.e.), Antakya stała się stolicą prowincji Syria, a liczba mieszkańców miasta osiągnęła 0,5 mln (!) – w starożytnym świecie istniały tylko dwa większe miasta – Rzym i Aleksandria. Do czasów dzisiejszych dotrwał jeden z pięciu istniejących w starożytności mostów na rzece Orontes.

Antiochia, góra z kościołem św.Piotra u stóp
Antiochia, góra z kościołem św.Piotra u stóp
Antiochia, meczet Ulu Camii
Antiochia, meczet Ulu Camii

Antiochia stała się historycznie drugim ośrodkiem chrześcijaństwa na świecie, po rozproszeniu się uczniów Jezusa z Jerozolimy w wyniku fali prześladowań. Nauczał tu św.Piotr, a dla św.Pawła Antiochia była bazą wypadową dla licznych podróży misyjnych. Jednym z uczniów św.Pawła został urodzony w Antiochii św.Lukasz, późniejszy autor trzeciej Ewangelii. Warto też zapamiętać, że to właśnie w Antiochii po raz pierwszy uczniów Jezusa nazwano „chrześcijanami”. Wkrótce też biskupi z Antiochii stali się wysoko postawionymi hierarchami kościelnymi, stając na czele kościoła w całej Azji Mniejszej.

W VI w. nadeszła katastrofa – ogromne trzęsienie ziemii poważnie zniszczyło miasto, zabijając aż 200 tys. jego mieszkańców. Kilkanaście lat później dzieła dokończyli Persowie, zdobywając i całkowicie burząc Antiochię. Została odbudowana, ale już jako znacznie mniejszy ośrodek, a potem już tylko traciła na znaczeniu. Wielokrotnie w wyniku wojen zmieniała przynależność (Persowie, Bizancjum, Arabowie, Turcy Seldżuccy), aż w 1098 r. została zdobyta przez krzyżowców, którzy uczynili z niej samodzielne księstwo. Dwa wieki później Antiochia została znów najechana i całkowicie zniszczona przez Egipcjan, a jej znaczenie znów spadło do minimalnej roli. W 1516 r. niewielkie miasto Antiochia weszło w skład Imperium Osmańskiego.

Antiochia, meczet Ulu Camii
Antiochia, meczet Ulu Camii
Antiochia, meczet Ulu Camii
Antiochia, meczet Ulu Camii
Antiochia, meczet Ulu Camii
Antiochia, meczet Ulu Camii

Po I wojnie światowej cały region wszedł we władanie Francji, ale w wyniku działań Ataturka na arenie międzynarodowej, udało mu się włączyć go w 1939 r. w granice Turcji, w których pozostaje do dziś. Powszechnie używaną w Turcji nazwą jest Antakya, choć region pozostał przy nazwie Hatay, nadanej przez Ataturka w 1936 r. Z Antakyi do wybrzeża Morza Sródziemnego jest 22 km, a kilkanaście kilometrów dzieli miasto od granicy z Syrią, w której od kilku już lat toczy się wojna domowa. W zasadzie cały region graniczy albo z morzem, albo z Syrią. Mnóstwo dziś w Antakyi jest uchodźców z tego kraju, co uwidacznia się np. w dużej ilości samochodów z syryjskimi rejestracjami.

Dzień w Antakyi rozpoczęliśmy nietypowo, bo nie od zwiedzania, a od wycieczki do… wypożyczalni samochodów, w której od dawna mieliśmy wynajęty na kilka godzin (przez internet) pojazd. Plany zakładały bowiem sporo zwiedzania atrakcji dookoła miasta. Wypożyczanie samochodów w Turcji praktykowaliśmy podczas tej podróży w sumie czterokrotnie w różnych miastach i będzie to zapewne jeden z tematów osobnego wpisu o logistyce naszej podróży.

W skrócie jednak – wypożyczalnia sieciowa marki Avis, tzw. „city office” okazała się być położona 7 km za miastem i tak właśnie brzmiał jej adres podawany na stronach Avis: „Iskenderun Yolu 7.Km”, co spowodowało, iż nawet taksówkarz nie potrafił do niej trafić. Na pewno także dzięki temu, że wypożyczalnia nie jest kompletnie oznakowana logiem Avis, a jest… samochodowym salonem Peugeota. Wszystko to spowodowało sporo zamieszania, konieczność pytania po drodze, kluczenia, zawracania i na koniec… zapłacenia rachunku za to wszystko taksówkarzowi. Sporo też czasu straciliśmy.

Antiochia, meczet Habib-i Neccar Camii
Antiochia, meczet Habib-i Neccar Camii
Antiochia, meczet Habib-i Neccar Camii
Antiochia, meczet Habib-i Neccar Camii
Antiochia, meczet Habib-i Neccar Camii, domniemany grobowiec św.Jana i św.Pawła
Antiochia, meczet Habib-i Neccar Camii, domniemany grobowiec św.Jana i św.Pawła
Antiochia, meczet Habib-i Neccar Camii, grobowiec Habibiego
Antiochia, meczet Habib-i Neccar Camii, grobowiec Habibiego
Antiochia, meczet Habib-i Neccar Camii
Antiochia, meczet Habib-i Neccar Camii

Wynagrodzenie przyszło szybko, bo w samej wypożyczalni na „froncie klienta” został posadzony tak na oko 12-13 letni chłopiec – sprawdza się pogłoska o wysuwaniu dzieci do kontaktu z obcokrajowcami – w celu ćwiczenia języka. Nasz „opiekun” spisał się rewelacyjnie, z pełną powagą traktując swoją rolę i zadziwiająco sprawnym angielskim i załatwiając sprawy i służbowe, i podtrzymując konwersację innymi tematami. W pamięć szczególnie wbiła nam się scenka ze zdziwieniem dotyczącymi wieku i tego, na ile wyglądam i dlaczego tak młodo 🙂 Po prostu rozbroił nas. Koniec końców – mamy samochód. Nie zamawianą Fiestę, a Fiata Lineę, ale co tam.

Od razu z wypożyczalni jedziemy do położonej także na obrzeżach miasta (dogodny dojazd miejską „obwodnicą”) najważniejszej dla nas atrakcji Antiochii – kościoła świętego Piotra. Niestety jest on od dłuższego już czasu w remoncie i nie dane jest nam zbliżyć się do niego – pozostaje oglądanie z dalszej odległości.

Za datę założenia kościoła św.Piotra w Antiochii uważa się mniej więcej połowę I w., choć najstarsze zachowane do dziś fragmenty pochodzą z IV-V w. Kościół był pierwotnie jaskinią wykutą w skale (legenda mówi, że sam św.Piotr brał udział w jej wykuwaniu), znaleziono także tunel, który służył prawdopodobnie do ewakuacji w chwilach prześladowań i ataków na chrześcijan. Woda spływająca z pobliskich skał używana była m.in. w ceremoniach chrztów. Gdy Antiochię zdobyli w 1098 r. krzyżowcy, dobudowali do jaskini widoczną do dziś fasadę.

Antiochia, widok na rzekę Orontes
Antiochia, widok na rzekę Orontes
Antiochia, po mieście jeździ mnóstwo samochodów z syryjskimi rejestracjami
Antiochia, po mieście jeździ mnóstwo samochodów z syryjskimi rejestracjami
Antiochia, nasz hotel (Mozaik Otel)
Antiochia, nasz hotel (Mozaik Otel)
Antiochia, ulica starej części miasta
Antiochia, ulica starej części miasta

Wracamy do centrum Antiochii, zostawiamy samochód na ulicznym parkingu i idziemy zwiedzić choć kilka atrakcji samego miasta. Ograniczamy się do dwóch najważniejszych meczetów w mieście oraz starej jego dzielnicy. Na pierwszy ogień idzie Ulu Camii (Wielki Meczet), wybudowany w XVI w., jeden z najstarszych i największy meczet w mieście. Odbudowany w 1872 r. po trzęsieniu ziemi, emanuje atmosferą spokoju i skupienia już od malowniczego dziedzińca, który upiększają owocujące w czasie naszej wizyty drzewka cytrusowe.

Krótkim spacerem ciasnymi uliczkami starego miasta docieramy do kolejnego meczetu, Habib-i Neccar Cami, o znacznie dłuższej i bogatszej historii, najstarszego meczetu Antiochii. Pierwotnie w tym miejscu znajdowała się stara rzymska świątynia, która po rozpowszechnieniu się chrześcijaństwa na terenach Antiochii, została przekształcona w kościół. Meczet z kolei powstał na miejscu kościoła w 638 r., po zdobyciu miasta przez muzułmanów. Ale częściowo zachowali oni charakter tego miejsca, nadając meczetowi imię Habibiego Neccara, wg legend pierwszej osoby w mieście, która uwierzyła apostołom chrześcijańskim, przybyłym do Antiochii w pierwszych latach chrześcijaństwa. Zachowali także w podziemiach świątyni grobowce Habibiego oraz dwa inne, wg legendy skrywające szczątki św.Jana i św.Pawła, dwóch apostołów Jezusa.

I to tyle w kwestii zwiedzania Antiochii. Odpuszczamy sobie znane Muzeum Archeologiczne i decydujemy się, ze względu na uciekający czas, na rozpoczęcie etapu zwiedzania okolic miasta. Wyjeżdżamy w kierunku Harbiye, w starożytności znanego jako Daphne, ku czci młodej dziewczyny, w której zakochał się Apollo, syn Zeusa. Dziewczyna ta, uciekając przed Apollem została zamieniona w drzewo na oczach boga. Harbiye było kiedyś dzielnicą bogaczy z Antakyi. Znajdowały się tu liczne dwory (mozaiki pozostałe po nich dziś są eksponatami w Muzeum Archeologicznym w Antakyi), świątynie i obiekty rozrywkowe. Ale liczne trzęsienia ziemi nie pozostawiły po antycznych czasach żadnych widocznych śladów.

Wodospady w Harbiye
Wodospady w Harbiye
Wodospady w Harbiye
Wodospady w Harbiye
Wodospady w Harbiye
Wodospady w Harbiye
Wodospady w Harbiye
Wodospady w Harbiye
Handlowe kramy przy wodospadach w Harbiye
Handlowe kramy przy wodospadach w Harbiye

Atrakcją, która wytrwała w Harbiye do dzisiejszych czasów, są wodospady oraz otaczający je teren zielony z wieloma restauracjami, w gorącym sezonie letnim będące celem okolicznych mieszkańców jako miejsce pikników i posiłków w otoczeniu przyrody, a przede wszystkim chłodzącej wody i w cieniu drzew (parking płatny 5 TL od samochodu). Wg legendy wodospady w Harbiye (Daphne) powstały z łez Dafne. A samo miasto Harbiye słynie do dziś z wyrobów z naturalnego jedwabiu, który jest wyrabiany w regionie do dziś (Antakya była niegdyś ważnym punktem Szlaku Jedwabnego).

Kolejnym celem są ruiny monastery św.Szymona Słupnika Młodszego, którego lokalizacji dokładnie nie znaliśmy, mniej więcej znaliśmy tylko rejon – nieco na północ od miejscowości Sinanli. Wąskimi, krętymi bocznymi drogami, przebiegającymi przez wsie, na co dzień na pewno nie odwiedzanymi przez turystów, dotarliśmy w końcu do Sinanli, gdzie mieliśmy dość nietypowy, wymuszony postój – musieliśmy poczekać, aż… wybudują nam drogę. A dokładnie – wybrukują. Budowa drogi nie jest w Turcji powodem, żeby ją zamykać, więc da się nią przejechać, trzeba tylko poczekać, aż robotnicy skończą układać fragment z kostki, która zalega na środku drogi. Jeśli nic już nie zalega, można spokojnie koło robotników przejechać 🙂

Sinanli. Czekamy - droga w budowie
Sinanli. Czekamy – droga w budowie
Prowincjonalne wioski gdzieś pomiędzy Harbiye a Samandag
Prowincjonalne wioski gdzieś pomiędzy Harbiye a Samandag
Wątpliwej jakości wiszący most gdzieś pomiędzy Harbiye a Samandag
Wątpliwej jakości wiszący most gdzieś pomiędzy Harbiye a Samandag
Farma wiatrowa przy ruinach monasteru św.Szymona Słupnika Młodszego
Farma wiatrowa przy ruinach monasteru św.Szymona Słupnika Młodszego

O dziwo bez problemu trafiamy na wzgórze, na którym znajdują się ruiny monasteru św.Szymona, droga na ostatnim kilometrze jest nawet oznakowana. Tenże ostatni kilometr wiedzie pośród nowo postawionych tu elementów siłowni wiatrowej – czyli nowoczesnych „wiatraków”. Otaczają one cały teren monasteru, a jeden z nich stoi nawet podobno na terenie ruin świątyni, a wszystko przez brak opieki nad nią ze strony władz i instytucji muzealnych. A stoi „podobno”, bo niestety okazało się, że teremu monasteru „strzeże” dwóch wyrostków, którzy poza „no photo” niczego innego nie potrafią po angielsku powiedzieć. Tak czy inaczej – teren był zamknięty i niedostępny dla turystów, przynajmniej w dniu w którym my tam dojechaliśmy.

Ale kilka słów o monasterze mimo wszystko napiszemy. Szymon Słupnik Młodszy (nazwany tak dla odróżnienia od swojego pierwowzoru, Szymona Słupnika Starszego) urodził się w 521 r. w Antiochii i już jako nastolatek rozpoczął życie pokutnika. Dużą część swojego życia spędził na wysokiej kolumnie (stąd przydomek), a na wzgórzu zwanym „górą cudów”, gdzie właśnie dotarliśmy, spędził ponad 40 lat na kolumnie, pod gołym niebem. Jego posługa przyciągała mu nowych uczniów, którzy jeszcze za życia Szymona rozpoczęli na wzgórzu budowę klasztoru, który szybko stał się celem chrześcijańskich pielgrzymek. Ludzie przybywali z daleka (podobno nawet z Gruzji) po uzdrowienie i wodę, która pomagała w kuracjach zdrowotnych. Niektóre hymny napisane przez Szymona Słupnika Młodszego są śpiewane w kościele prawosławnym do dziś.

Zawracamy samochodem (droga z Sinanli kończy się na wjeździe na teren ruin, a w zasadzie na szlabanie, za który nie pozwolono nam wjechać) i wracamy do Sinanli, gdzie na rozwidleniu dróg skręcamy w kierunku Samandağ, gdzie kolejnym celem był tzw. „tunel Tytusa”. Po drodze przechodzimy przez drogową kontrolę, prowadzoną przez uzbrojonych w broń maszynową żandarmów – to nam przypomina o bliskości Syrii…

Samandağ, tunel Tytusa
Samandağ, tunel Tytusa
Samandağ, rzymski mostek nad tunelem Tytusa
Samandağ, rzymski mostek nad tunelem Tytusa
Samandağ, tunel Tytusa
Samandağ, tunel Tytusa
Samandağ, tunel Tytusa
Samandağ, tunel Tytusa
Samandağ, skalne rsztki starożytnego miasta Seleucia Pieria
Samandağ, skalne rsztki starożytnego miasta Seleucia Pieria

Samandağ w starożytności znany był pod nazwą Seleucia Pieria i służył mieszkańcom Antiochii jako port morski – w czasach rzymskich był drugim pod względem znaczenia portem na wschodnim wybrzeżu Morza Sródziemnego, po Aleksandrii. Miasto zostało zniszczone przez trzęsienie ziemi w 526 r. (to samo, które zniszczyło Antiochię) i nigdy już nie odzyskało swojego znaczenia.

Tunel Tytusa jest zadziwiającym do dziś obiektem inżynierskim, którego budowa, rozpoczęta na rozkaz cesarza Wespazjana, a zakończona przez cesarza Tytusa (stąd nazwa) w I w. n.e., miała na celu zapobieżenie zamulania portu przez rzekę. Do budowy zmuszano niewolników, a w końcowej fazie także rzymskich legionistów. Tunel w większości swojej długości (prawie 1 km) jest otwarty, tzn. nad głową widać niebo, dopiero w końcowej fazie jest faktycznym tunelem, do którego wejścia trzeba mieć ze sobą oświetlenie. Wzdłuż tunelu prowadzi ścieżka turystyczna z miejscami widokowymi i ławeczkami, a wstęp na nią jest płatny (3 TL od osoby).

I na tym zakończył się etap „Antakya” na naszej zimowej trasie po południowo-wschodniej Turcji. Oddaliśmy samochód – nawiasem okazało się że Avis ma jeszcze jeden „city office” (niedostępny w internecie), rzeczywiście położony w mieście. I nie było problemu (ani opłat), by oddać samochód w innym punkcie niż ten, w który go odbieraliśmy. Została tylko kwestia znalezienia dolmusza na dworzec autobusowy, skąd szybko odjechaliśmy rejsowym autobusem do kolejnego punktu na trasie – do Gaziantep.

Pełna galeria zdjęć z Antakyi (Hatay) znajduje się na osobnej stronie naszego bloga oraz na naszym profilu na Facebooku.

Jak bardzo przydatny jest dla Ciebie ten artykuł?

Kliknij na odpowiednią gwiazdkę i oceń treść

Dotychczasowa średnia ocena / 5. Ilość opinii:

Jeśli nasz artykuł jest dla Ciebie przydatny...

podziel się nim ze znajomymi 🙂

Dodaj komentarz

Please Login to comment
  Subscribe  
Powiadom o